Stukot obcasów, które z importem uderzały o brukową ulicę niósł się pomiędzy domami, tworząc jednocześnie towarzystwo dla wyniszczonej, aczkolwiek uroczej brunetki. Jej chuda sylwestka odziana była w krwistą, seksowną oraz zbyt krótką sukienkę, która z czarnymi włosami i dodatkami dodawała kobiecie seksapilu i pewności siebie, której zdecydowanie od dłuższego czasu brakowało. Ściskała nerwowo łańcuszek od torebki, rozglądając się na oboki oczami spłoszonego zwierzęcia, modląc się jednocześnie, aby żaden potencjalny klient nie pojawił się na horyzoncie, by ona sama mogła spokojnie wrócić do nory, zwanej domem. Łudziła się, że z dwojga rzeczy to wyjście było o wiele lepsze, co w rzeczywistości było jedynie złudnym spojrzeniem na rzeczywistość.
Wzdrygnęła się, czując na ramieniu silną dłoń, która z każdą sekundą zaciskała się coraz mocniej by w pewnym momencie wywołać ból i móc bezproblemowo odwrócić jej kruche ciało w swoją stronę. Ich oczy spotkały się na ułamek chwili, tak, by ona sama mogła zobaczyć w nich bezwzględną władzę i by zrozumiała, że każda próba sprzeciwu będzie wiązać się z karą.
- Na dziś wystarczy, nie ma zbyt dużo klientów. Samochód zawiezie cię do domu, tylko bez numerów, pamiętaj.. Ostatnio zbyt dobrze się to nie skończyło, rozumiesz? - zapytał, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Kiedy zauważył delikatne skinięcie głową kontynuował. - Wymyśliłem nowy plan zarobku, także szykuj się na zmiany, Dziecinko. Liczę, że chociaż w minimalnym stopniu Cię zaskoczę.. A teraz idź grzecznie do samochodu. Do zobaczenia w domu, Żonko. - ostatnie słowo wypowiedział z szyderczą satysfakcją w głosie, która po raz kolejny miała uświadomić w jakie bagno wdepnęła na własną prośbę z własnej, nieprzymuszonej woli, którą podbudowała miłość.
Uchyliła zaspane powieki, przecierając je leniwymi ruchami. Uniosła swoje wyniszczone, młode ciało do pozycji siedzącej, a następnie przeciągnęła się z gracją, na którą tylko w tak drobnych sytuacjach mogła sobie pozwolić. Chude palce wplotła w skołtunione włosy, próbując je jakkolwiek przeczesać. Mrugając kilkakrotnie powiekami, rozejrzała się po swoim znienawidzonym pomieszczeniu. Po swojej celi życia. Zniszczone drewniane podłogi ukazywały wszystkie swoje lata wysłużone, a każda rysa czy zadra na ich ciele, dodawała duszy. Wygląd podłogi pogarszały najprzeróżniejsze rzeczy walające się na niej. Papierki, kurz, ślady krwi, resztki zaschniętej spermy, kłębki włosów, zużyte prezerwatywy i wiele, wiele innych śmieci. Westchnęła cicho, uświadamiając sobie pierwszy raz od wielu miesięcy, że oprócz gołych ścian, brudnego materaca to pomieszczenie było zupełnie puste, pozbawione życia i wyrazu, zupełnie tak, jak ona. Zaczęła utożsamiać się z nim, bo odzwierciedlało stan jej ducha i psychiki, która podupadała.
Podskoczyła przestraszona, słysząc zbliżające się kroki na schodach. Oczy momentalnie stały się płochliwe, szukając schronienia w jakimkolwiek kącie. Dłonie zacisnęły się w piąstki, a umysł próbował wymyślić jakąś formę obrony. Przygryzła dolną wargę zbyt mocno, słysząc klucz przekręcający się w zamku. Wstrzymała oddech w chwili kiedy drzwi uchyliły się na tyle, by mogła zobaczyć w nich mężczyznę. Krótkie, czarne włosy idealnie przystrzyżone dodawały przystojnej twarzy charakteru i lekkiego pazura. Naga klatka piersiowa prezentowała mięśnie i idealne proporcje, na których widok kręciło się w głowie. Luźne, dresowe spodnie zwisały lekko na biodrach, dodając wszystkiemu seksapilu. Wypuściła powietrze, odganiając najprzeróżniejsze obrazy z podświadomości, która uparcie próbowała podsunąć je akurat w tym momencie.
Zakochałam się.
Pokochałam Twoje oczy, skórę, włosy. Pokochałam niedoskonałości i doskonałości. Zakochałam się w Twych cichych słowach, w muzyce, którą grałeś oraz rolach, które odgrywałeś. Zauroczyło mnie Twoje serca, Twoja troska, czułość oraz subtelność. Umiłował mnie Twój dotyk - najpiękniejszy, najdelikatniejszy i zapewnienia ciszą wypowiedziane - że śmierć nas będzie szukać po świecie, daremnie.*
- Wstań! - stanowczy rozkaz, momentalnie poderwał kruche ciało na nogi, ukazując przy tym opłakany stan właścicielki owego ciała. - Widziałaś siebie w lustrze, Valentina? Jesteś ciałem, które zostało powleczone na kości, a które z kolei wystają w każdym możliwym miejscu. Doprowadzasz siebie do ruiny, a co za tym idzie mnie i nasz biznes. Masz mi coś do powiedzenia?
- Przepraszam - ciche bąkniecie wydobyło się z popękanych, poobgryzanych ust, z których sączyła się delikatnie krew. Oblizała kolejną kropelkę, próbując się zdobyć chociaż na cień odwagi, która ulatywała z niej za każdym razem, kiedy Eliot pokazywał się w zasięgu jej wzroku. - Mogłabym wziąć prysznic? - ciche pytanie uleciało z ust kobiety niczym dym papierosowy, która tak wielokrotnie dusił jej płuca.
- Oczywiście, Skarbie. Musisz doprowadzić siebie do porządku, umalować się, uczesać i ubrać ładnie. Masz specjalnie zadanie, będziesz pocieszała mojego brata, Markusa, bo po rozstaniu z Lizzie jest strasznie załamany i potrzebuje chwili zapomnienia i wytchnienia, które tylko ty potrafisz mu dać, Kotku. - podszedł do niej, chwycił za ramiona i ucałował zniszczone usta, przejeżdżając delikatnie koniuszkiem języka po wargach, a następnie zębach, wprawiając brunetkę w odrętwienie. Cichy jęk wydobywający się z jej ust, utwierdził tylko mężczyznę w świadomości faktu, że ona nadal tęskni za jego dotykiem i miłością. - Kocham Cię, Żonko - i ponownie zatopił się w jej ustach, smakując je, ssając i pieszcząc język tak, jak tylko on to potrafił.
- Na dziś wystarczy, nie ma zbyt dużo klientów. Samochód zawiezie cię do domu, tylko bez numerów, pamiętaj.. Ostatnio zbyt dobrze się to nie skończyło, rozumiesz? - zapytał, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Kiedy zauważył delikatne skinięcie głową kontynuował. - Wymyśliłem nowy plan zarobku, także szykuj się na zmiany, Dziecinko. Liczę, że chociaż w minimalnym stopniu Cię zaskoczę.. A teraz idź grzecznie do samochodu. Do zobaczenia w domu, Żonko. - ostatnie słowo wypowiedział z szyderczą satysfakcją w głosie, która po raz kolejny miała uświadomić w jakie bagno wdepnęła na własną prośbę z własnej, nieprzymuszonej woli, którą podbudowała miłość.
Uchyliła zaspane powieki, przecierając je leniwymi ruchami. Uniosła swoje wyniszczone, młode ciało do pozycji siedzącej, a następnie przeciągnęła się z gracją, na którą tylko w tak drobnych sytuacjach mogła sobie pozwolić. Chude palce wplotła w skołtunione włosy, próbując je jakkolwiek przeczesać. Mrugając kilkakrotnie powiekami, rozejrzała się po swoim znienawidzonym pomieszczeniu. Po swojej celi życia. Zniszczone drewniane podłogi ukazywały wszystkie swoje lata wysłużone, a każda rysa czy zadra na ich ciele, dodawała duszy. Wygląd podłogi pogarszały najprzeróżniejsze rzeczy walające się na niej. Papierki, kurz, ślady krwi, resztki zaschniętej spermy, kłębki włosów, zużyte prezerwatywy i wiele, wiele innych śmieci. Westchnęła cicho, uświadamiając sobie pierwszy raz od wielu miesięcy, że oprócz gołych ścian, brudnego materaca to pomieszczenie było zupełnie puste, pozbawione życia i wyrazu, zupełnie tak, jak ona. Zaczęła utożsamiać się z nim, bo odzwierciedlało stan jej ducha i psychiki, która podupadała.
Podskoczyła przestraszona, słysząc zbliżające się kroki na schodach. Oczy momentalnie stały się płochliwe, szukając schronienia w jakimkolwiek kącie. Dłonie zacisnęły się w piąstki, a umysł próbował wymyślić jakąś formę obrony. Przygryzła dolną wargę zbyt mocno, słysząc klucz przekręcający się w zamku. Wstrzymała oddech w chwili kiedy drzwi uchyliły się na tyle, by mogła zobaczyć w nich mężczyznę. Krótkie, czarne włosy idealnie przystrzyżone dodawały przystojnej twarzy charakteru i lekkiego pazura. Naga klatka piersiowa prezentowała mięśnie i idealne proporcje, na których widok kręciło się w głowie. Luźne, dresowe spodnie zwisały lekko na biodrach, dodając wszystkiemu seksapilu. Wypuściła powietrze, odganiając najprzeróżniejsze obrazy z podświadomości, która uparcie próbowała podsunąć je akurat w tym momencie.
Zakochałam się.
Pokochałam Twoje oczy, skórę, włosy. Pokochałam niedoskonałości i doskonałości. Zakochałam się w Twych cichych słowach, w muzyce, którą grałeś oraz rolach, które odgrywałeś. Zauroczyło mnie Twoje serca, Twoja troska, czułość oraz subtelność. Umiłował mnie Twój dotyk - najpiękniejszy, najdelikatniejszy i zapewnienia ciszą wypowiedziane - że śmierć nas będzie szukać po świecie, daremnie.*
- Wstań! - stanowczy rozkaz, momentalnie poderwał kruche ciało na nogi, ukazując przy tym opłakany stan właścicielki owego ciała. - Widziałaś siebie w lustrze, Valentina? Jesteś ciałem, które zostało powleczone na kości, a które z kolei wystają w każdym możliwym miejscu. Doprowadzasz siebie do ruiny, a co za tym idzie mnie i nasz biznes. Masz mi coś do powiedzenia?
- Przepraszam - ciche bąkniecie wydobyło się z popękanych, poobgryzanych ust, z których sączyła się delikatnie krew. Oblizała kolejną kropelkę, próbując się zdobyć chociaż na cień odwagi, która ulatywała z niej za każdym razem, kiedy Eliot pokazywał się w zasięgu jej wzroku. - Mogłabym wziąć prysznic? - ciche pytanie uleciało z ust kobiety niczym dym papierosowy, która tak wielokrotnie dusił jej płuca.
- Oczywiście, Skarbie. Musisz doprowadzić siebie do porządku, umalować się, uczesać i ubrać ładnie. Masz specjalnie zadanie, będziesz pocieszała mojego brata, Markusa, bo po rozstaniu z Lizzie jest strasznie załamany i potrzebuje chwili zapomnienia i wytchnienia, które tylko ty potrafisz mu dać, Kotku. - podszedł do niej, chwycił za ramiona i ucałował zniszczone usta, przejeżdżając delikatnie koniuszkiem języka po wargach, a następnie zębach, wprawiając brunetkę w odrętwienie. Cichy jęk wydobywający się z jej ust, utwierdził tylko mężczyznę w świadomości faktu, że ona nadal tęskni za jego dotykiem i miłością. - Kocham Cię, Żonko - i ponownie zatopił się w jej ustach, smakując je, ssając i pieszcząc język tak, jak tylko on to potrafił.
Zaparzyłeś kawę o poranku. Stanąłeś w świetle wschodzącego słońca, spoglądając za linię horyzontu a ja, skryta pod białym puchem, przyglądałam się jasnym promieniom, które tańczyły na Twej oliwkowej skórze. Pachniało miłością, troską i czułością. Pachniało Tobą, mną; pachniało nami i pięknem wschodzącego, lipcowego dnia.
Pamiętasz?
Pamiętam.*
*Aela M, http://ukochaj-mnie.blogspot.com
Dużo moich słów.
OdpowiedzUsuńI brutalności w postaci miłości, która sponiewiera bohaterką, jej uczuciami, odczuciami i wszelkimi emocjami.
Fakt, bo tak idealnie mi tutaj się wpasowały Twoje słowa! : )
UsuńPusto tu tak jakoś...
OdpowiedzUsuńFaktycznie dawno mnie nie było tutaj.. Pracuję nad tym. : )
Usuń